Grant na szkolenie

Ewa Stanek-Misiąg

Każdy musi wykonać przewidziane w programie procedury – udzielanie pomocy w urazach, tamowanie krwotoku z użyciem stazy taktycznej oraz opatrunku hemostatycznego. Tego nie da się przeprowadzić w dużych grupach – relacjonuje Anna Zawiślak, koordynatorka zbiórki dla Ukrainy prowadzonej przez Instytut Ratownictwa Medycznego i Medycynę Praktyczną, współorganizatorka szkoleń, które IRM rozpoczął we Lwowie.

Kiedy się okazało, że wsparcie medyczne dla Ukrainy w postaci dostaw sprzętu to za mało?

Bardzo wcześnie. Każde rozpoznanie potrzeb, każde przekazanie urządzeń wiązało się z szeregiem rozmów, które z ukraińskimi lekarzami prowadzili nasi i współpracujący z nami eksperci, doradzając, czy instruując, jak używać dostarczonych narzędzi. Nie chcę, żeby to zabrzmiało tak, jakby lekarzy z Ukrainy trzeba było wszystkiego uczyć. Nie. Te rozmowy podyktowane były i są nadal troską o to, by po prostu udzielić jak najpełniejszej pomocy. Często okazywało się, że oprócz tego, o co nas proszono, dobrze by było wysłać jeszcze inne, dodatkowe rzeczy.

To, że każde zapotrzebowanie należy uważnie przeanalizować i omówić z proszącymi, pokazuje najlepiej przykład stabilizatorów zewnętrznych. Wszyscy chcieli stabilizatory zewnętrzne, w każdej ilości. Wiadomo, że są one bardzo potrzebne, nikt tego nie neguje, ale jest wiele rodzajów takich urządzeń – do krótkich kości, do długich kości, do miednicy. Razem z Isaiah Mission Foundation ortopedami ze Stanów Zjednoczonych, Ukrainy i naszymi ekspertami opracowaliśmy wtedy projekt uniwersalnego stabilizatora i wysyłaliśmy na front urządzenia zrealizowane na podstawie tego projektu.

Ale oprócz narad zaczęliście też prowadzić kursy. Kto w nich uczestniczy?

Tak zwani zwykli ludzie. Od początku wysyłamy do Ukrainy sprzęt specjalistyczny dla lekarzy, chirurgów i ratowników medycznych, ale także środki, których – jak wiemy - używają osoby bez wykształcenia medycznego. Chodzi głównie o stazy taktyczne - niezwykle potrzebne opaski uciskowe do tamowania masywnych krwotoków. One ratują życie. Postanowiliśmy więc zacząć szkolić z ich stosowania. Dzięki grantowi przyznanemu przez Americares opracowaliśmy program szkolenia i właśnie zakończyliśmy drugi kurs.

Uczymy w oparciu o elementy znane z certyfikowanych szkoleń TCCC (Tactical Combat Casualty Care) i ITLS (International Trauma Life Support) obejmujących zabiegi ratujące życie w opiece przedszpitalnej, czyli medycynę pola walki, które dostosowaliśmy do warunków, w jakich działamy. W naszym kursie biorą udział osoby w większości bez wykształcenia medycznego – nauczyciele, wolontariusze z lokalnych grup samopomocy. Celem jest takie ich przeszkolenie, żeby byli w stanie przekazywać nabyte umiejętności dalej, szkoląc kolejne osoby. Czyli jest to de facto kurs instruktorski. Każdy uczestnik jest przez nas wyposażany w zapas staz, ich liczbę ustalamy indywidualnie, w zależności od możliwości szkoleniowych danej osoby – tego, ile kolejnych osób jest w stanie przeszkolić na swoim terenie.

Jak rekrutowani są kursanci?

Pomaga nam ukraińska organizacja publiczna Innovation University, która zajmuje się różnymi projektami edukacyjnymi, ma w tym duże doświadczenie. Dzięki niej trafiamy do różnych grup wolontariackich, prowadzimy zapisy i komunikujemy się z uczestnikami. W naborze korzystamy też z własnych kontaktów ze szpitalami i zespołami ratowniczymi, które pracują blisko frontu. Uczestnicy ostatniego kursu przyjechali m.in. z Krzywego Rogu i Charkowa.

Ile osób bierze udział w szkoleniu?

Kurs jest przeznaczony dla 20 osób. Ogranicza nas liczba instruktorów oraz to, że zajęcia mają rozbudowaną część praktyczną. Każdy musi wykonać przewidziane w programie procedury – udzielanie pomocy w urazach, tamowanie krwotoku z użyciem stazy taktycznej oraz opatrunku hemostatycznego. Tego nie da się przeprowadzić w dużych grupach.

Gdzie odbywa się kurs?

We Lwowie, w jednym z hoteli. Jest to praktyczne rozwiązanie. Szkolenie trwa 2 dni. Uczestnicy i instruktorzy mają od razu w tym samym miejscu nocleg.

Instruktorzy są z Polski?

Szkolenie prowadzą instruktorzy z Instytutu Ratownictwa Medycznego przy wsparciu kolegów – instruktorów ITLS-u z Ukrainy. Po stronie IRM najbardziej zaangażowaną osobą jest Eryk Madej, który brał udział w przygotowaniu programu kursu i pełni funkcję jego dyrektora. Instruktorzy ukraińscy pomagają podczas zajęć także jako tłumacze. Nie wszyscy uczestnicy mówią po angielsku.

Czy kurs jest odpłatny?

Szkolenie jest w całości finansowane z grantu Americares, który pokrywa także zakup staz taktycznych przekazywanych uczestnikom do dalszego szkolenia kolejnych osób. Jedna, dobrej jakości staza, a tylko takich używamy, kosztuje ok. 200 zł.

Czy rozważacie pomysł rozwijania szkoleń?

Mamy już gotowy kolejny kurs. Także w ramach grantu od Americares. Tym razem dla personelu medycznego. Rozpocznie się 15. października. Jest to szkolenie z USG w ratownictwie medycznym. Chodzi o szybką diagnostykę urazową, wykorzystanie protokołu eFAST (Extended Focused Assessment with Sonography for Trauma), który służy do wykrywania obecności wolnego płynu w jamie otrzewnowej, jamach opłucnowych oraz worku osierdziowym u pacjenta po urazie.

Podczas szkolenia będziemy używać kieszonkowego ultrasonografu Butterfly IQ, który można podłączyć do smartfona. Na szkolenie zapraszamy członków personelu szpitali przyfrontowych i ratowniczych jednostek mobilnych. Taki kieszonkowy skaner ultradźwiękowy jest niezwykle pomocny np. w ustalaniu priorytetu ewakuacji z frontu, nie ma innej tak prostej i szybkiej metody oceny urazów wewnętrznych w warunkach pozaszpitalnych.

Korzystając ze stron oraz aplikacji mobilnych Medycyny Praktycznej, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki oraz zgodnie z polityką Medycyny Praktycznej dotyczącą plików cookies